Szedłem właśnie wąską uliczką prowadzącą do dużego domu, w którym mieszkałem. Nie obyło się bez przygód. Napadła mnie fanka prosząc, abym został jej mężem... Czy ja naprawdę jestem aż tak przystojny??
Kiedy dotarłem do domu zobaczyłem menela... pod moimi drzwiami. Kurde, znowu?!
Nie...zaraz... Ten menel to... David Villa??? Nie wierzę! Villa przeszedł na menelstwo!
- Villa! Menelu! Nie dam ci kasy, a tym bardziej wódki!! - zacząłem się drzeć.
Chłopak podniósł głowę i zaczął się śmiać. Poszedłem w jego ślady.
- Ja kurde nie po hajs! Nie po wódkę! Wszystko mam! Nawet w nadmiarze!
- Wódki nigdy nie jest za dużo ciemniaku!
- Zamknij się! Wygłaszam monolog! - odchrząknął i udał ,,poważnego". - A więc...
- Nie zaczyna się zdania od ,,a więc", cymbale! - przerwałem mu.
- Sánchez! Grabisz sobie! - pogroził mi zabawnie palcem. Rzeczywiście wyglądał jak menel! - No więc... Ja wszystko mam, posiadam zapas wódki i innych napojów alkoholowych. Ale nie ma kto tego wypić... - powiedział robiąc minę zbitego psa. Jaki słodziutki Davidek! <3
- Było się wyprowadzać?! To tera masz za swoje!
- Alexusiu, kochanie, nie zdradziłem cię, przysięgam!
- Muruj dupę! Idziemy do domu - zarządziłem i otworzyłem drzwi. Weszliśmy do mieszkania i padliśmy ze śmiechu. Ja wylądowałem na podłodze, a Villa jakoś doczołgał się do kanapy. Jak on to zrobił?! A no tak, menelska magia.
- Davidku, cóż cię do mnie sprowadza? - spytałem słodziutkim głosikiem, gdy się opanowaliśmy, a ja wstałem z podłogi. Próbowałem na trzy razy, więc piłkarz jeszcze bardziej zaniósł się śmiechem. Wypłakał mi się w moją piękną podusię! A tak ją lubiłem...
- Nie pytaj Sánchez, tylko wódki mi daj! - wydukał.
- O nie, nie! Ja jeszcze muszę się kopsnąć do miasta, SAMOCHODEM, więc będzie mi smutaśno, gdy zobaczę, że pijesz beze mnie... Urządzimy wieczorem imprezkę i schlejemy się jak świnie! Co ty na to?
- Jeszcze pytasz?! Jasne! - krzyknął uradowany.
Nie wiem czemu, ale zaczęliśmy śpiewać ,,Wódko ma". Wydzieraliśmy się na cały głos i wybiegliśmy na ulicę trzymając się pod ręce. Pech (albo szczęście) chciał, że podjechał Messi...
- Villa! Ty stary rowerze! Alexis! Ty murowana mordo! Czemu śpiewacie moją ulubioną piosenkę beze mnie?! - zapytał z ,,pretensjami".
- Leośku, kochanie, chodź, pośpiewamy razem - zagadnąłem. Jego też złapałem pod rękę i razem szliśmy ulicą nie przestając się wydzierać. Jakimś cudem znaleźliśmy się pod domem Neymara...
- Wy chodzące Gowna! Ja wam tu zaraz pokażę, jak się śpiewa o wódce! - wykrzyknął, pojawiając się w oknie. Za chwilę był już przy nas i w czwórkę biegaliśmy ,,śpiewając".
Doszliśmy do łąki, i zaczęliśmy totalnie wariować.
_________
Macie. Villa się jeszcze pojawi! :D
Sory, że taki krótki, ale chciałam coś dodać :)
Maryśka! Grafika! Ale już! xD
P.S. Mam nadzieję, że wiecie, iż wszystko miało być tu zabawne, co? ;)